Kluczowy jest tu trzyletni termin przedawnienia, który zaczyna biec od momentu, gdy bank zostaje poinformowany, że klient kwestionuje ważność umowy. W sytuacji, gdy instytucja finansowa nie wystąpi w tym czasie z odpowiednim roszczeniem, może utracić prawo do odzyskania środków. Taki obrót spraw jest już widoczny w licznych postępowaniach sądowych.
Przez długi czas uważano, że najdalej idącą korzyścią płynącą z unieważnienia umowy kredytowej jest możliwość uzyskania zwrotu nadpłaconych rat. Jednak ostatnie orzeczenia europejskich i krajowych organów sądowych otwierają drogę do jeszcze bardziej korzystnych dla konsumentów scenariuszy. W szczególności Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz Sąd Najwyższy wskazali, że termin przedawnienia dla banków powinien być liczony nie od momentu formalnego oświadczenia klienta, lecz już od chwili doręczenia instytucji wezwania do zapłaty. Oznacza to, że wiele banków, nie spodziewając się negatywnych konsekwencji swoich działań, zbyt późno sformułowało roszczenia względem klientów.
W praktyce sądy zaczęły już wydawać orzeczenia oddalające pozwy banków z uwagi na upływ terminu przedawnienia. Jedna z takich spraw toczyła się przed sądem w Warszawie i dotyczyła umowy zawartej w 2009 roku z instytucją, która później ogłosiła upadłość. Klienci zakwestionowali umowę w 2018 roku, natomiast bank podjął próbę odzyskania kapitału dopiero pięć lat później – zbyt późno, jak uznał sąd. Podobne stanowisko przyjął sąd w Poznaniu, gdzie umowa została zakwestionowana w 2016 roku, a roszczenie banku pojawiło się dopiero w 2021 roku. W obu przypadkach orzeczono przedawnienie.
Przyczyną tych zaniechań był m.in. fakt, że jeszcze kilka lat temu instytucje finansowe były przekonane o ważności swoich umów. Sytuacja zmieniła się po serii niekorzystnych dla sektora bankowego wyroków. W szczególności w 2021 roku Sąd Najwyższy sformułował koncepcję „trwałej bezskuteczności” umowy, uzależniając moment rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia od formalnego oświadczenia klienta. Tymczasem najnowsze orzeczenia TSUE wskazują, że momentem tym powinno być już doręczenie bankowi wezwania do zapłaty.
Efektem tych zmian jest lawinowy wzrost znaczenia zarzutu przedawnienia w sprawach dotyczących kredytów waloryzowanych. W postępowaniach toczących się obecnie w sądach, których liczba przekracza 177 tysięcy, kredytobiorcy coraz częściej wskazują, że banki zbyt późno podjęły kroki prawne w celu odzyskania kapitału. Dla porównania, banki złożyły do tej pory jedynie około 44 tysięcy pozwów o zwrot wypłaconych środków.
Warto jednak pamiętać, że nie każda sprawa automatycznie skutkuje oddaleniem roszczenia banku. Nawet jeśli sąd uzna, że termin przedawnienia upłynął, wciąż może – kierując się zasadami współżycia społecznego – nakazać rozliczenie stron. Mimo to, przy braku działań ze strony banku przez okres przekraczający trzy lata, kredytobiorca ma realną szansę na korzystny wynik procesu, bez konieczności zwrotu kapitału.
Z perspektywy klientów oznacza to konieczność wnikliwego monitorowania korespondencji z instytucją finansową. Otrzymanie wezwania do zapłaty może być początkiem próby wywarcia presji ze strony banku – często poprzedzającej ofertę ugody. W takiej sytuacji zalecane jest skonsultowanie się z pełnomocnikiem prawnym przed podjęciem jakichkolwiek decyzji. Samodzielne negocjacje, nawet jeśli wydają się bezpieczne, mogą prowadzić do niekorzystnych zobowiązań, które łatwo przeoczyć bez wsparcia specjalisty.
Podsumowując, możliwość podniesienia zarzutu przedawnienia przez kredytobiorców zależy od precyzyjnej analizy dat i działań podejmowanych przez bank. W niektórych przypadkach może to prowadzić do sytuacji, w której klienci nie tylko nie są zobowiązani do zwrotu kapitału, ale również mają prawo domagać się zwrotu wszystkich dotychczasowych spłat – powiększonych o ustawowe odsetki.