Wśród dokumentów znajdują się wezwania do zwrotu kapitału oraz gotowe do podpisu oświadczenia, w których kredytobiorcy mieliby potwierdzić związanie się zapisami zawartych wcześniej umów, mimo ich prawomocnej wadliwości. Działania te wpisują się w szerszą strategię banku, której celem jest ograniczenie liczby przyszłych procesów sądowych.

Korespondencja z banku – co zawiera i do czego ma prowadzić?

Wysyłane pisma najczęściej obejmują dwa zasadnicze elementy: informację o aktualnym statusie umowy oraz oświadczenie do podpisu. W pierwszym z tych dokumentów bank wskazuje, że konsumenci posiadają podstawy do zakwestionowania warunków swoich kredytów, w szczególności w związku z klauzulami o charakterze niedozwolonym. Jednocześnie odwołuje się do aktualnego orzecznictwa sądów krajowych i unijnych, które potwierdza nieważność wielu umów kredytowych zawartych w przeszłości.

Mimo to, załączone do informacji oświadczenie jest sprzeczne z przedstawionymi informacjami. Kredytobiorca, podpisując je, miałby potwierdzić dalsze obowiązywanie umowy oraz zrezygnować z możliwości dochodzenia swoich roszczeń przed sądem – zarówno teraz, jak i w przyszłości.

Wezwania do zapłaty kapitału – nowy standard czy element presji?

Równolegle do wspomnianych oświadczeń, kredytobiorcy otrzymują także wezwania do spłaty kapitału. Dotyczy to nie tylko osób, które podjęły już działania prawne przeciwko bankowi, ale także tych, którzy nigdy nie złożyli reklamacji ani pozwu. W przeszłości tego typu wezwania miały charakter reaktywny – były wysyłane dopiero po unieważnieniu umowy przez sąd. Obecnie stają się elementem masowej akcji, obejmującej także klientów nieprowadzących żadnego sporu.

Takie działanie może budzić zaskoczenie, szczególnie w sytuacjach, gdy kredyt nadal jest spłacany lub został już dawno uregulowany. Wysyłanie wezwań do zapłaty w takich okolicznościach może być interpretowane jako próba wywarcia presji lub też forma przygotowania gruntu pod przyszłe podniesienie zarzutu przedawnienia.

Nowe cele banku – zakończyć sprawy frankowe, zanim te się rozpoczną

Powszechnie uważa się, że bank zamierza definitywnie zamknąć rozdział związany z kredytami frankowymi w swoim portfelu. Obecna sytuacja makroekonomiczna, w tym wysoki poziom stóp procentowych, pozwala na zwiększenie dochodów z innych segmentów działalności, takich jak kredyty złotowe. Tym samym bank może sobie pozwolić na agresywniejsze działania wobec frankowiczów, traktując ich sprawy jako balast, którego należy się jak najszybciej pozbyć.

Jednocześnie pojawiają się przypuszczenia, że wysyłka masowych wezwań i informacji może być próbą przerwania biegu przedawnienia roszczeń po stronie banku. W przeciwieństwie do klientów, którzy mają sześć lat na dochodzenie swoich praw, instytucje finansowe mogą utracić możliwość dochodzenia roszczeń już po trzech latach od uzyskania wiedzy o wadliwości umowy. Poprzez doręczenie informacji o potencjalnych roszczeniach, bank zyskuje możliwość wykazania, że klient posiadał wiedzę o swoich prawach już w konkretnym momencie.

Potencjalna gra na odsetki – kto może zyskać więcej?

Wysyłając wezwania do zapłaty, bank może liczyć na naliczanie odsetek ustawowych za opóźnienie, które obecnie wynoszą ponad 13% rocznie. Choć kredytobiorcy również mają prawo do takich odsetek, ewentualne różnice mogą przemawiać na korzyść instytucji w długoterminowych analizach – zwłaszcza przy umowach o bardzo długim okresie kredytowania. Kwestia ta jest przedmiotem sporów prawnych i została już skierowana do rozstrzygnięcia przez unijny trybunał, co pokazuje skalę wątpliwości i niejednoznaczność obecnej sytuacji.

Kredytobiorcy w obliczu presji – jak powinni zareagować?

Z perspektywy konsumenta najważniejsze jest, aby nie ignorować otrzymanej korespondencji. Pomimo formy i tonu pism, ich otrzymanie nie powinno wywoływać paraliżującego strachu. Kluczowe jest natomiast podjęcie świadomych działań, najlepiej przy wsparciu osób posiadających doświadczenie w analizie umów kredytowych i sporach z instytucjami finansowymi.

Celem banku jest doprowadzenie do sytuacji, w której klient podpisze oświadczenie skutkujące utratą prawa do ewentualnych roszczeń. Równolegle może też dochodzić do prób ograniczenia zakresu przyszłych roszczeń poprzez wcześniejsze ich zgłoszenie z zamiarem naliczenia odsetek. W takich okolicznościach kredytobiorca ma de facto dwa wyjścia: może zaakceptować warunki banku, tracąc możliwość dochodzenia roszczeń, lub wkroczyć na drogę sądową, mając szansę na unieważnienie umowy i odzyskanie znacznych środków. Dotyczy to nie tylko osób posiadających kredyt we frankach, ale także tych, których zobowiązania były powiązane z inną walutą – na przykład kredyt w USD – gdzie również mogą występować niedozwolone postanowienia umowne.

Banki liczą na rezygnację klientów – ale statystyki wskazują coś innego

Obserwując dotychczasowy przebieg postępowań, widać, że banki niejednokrotnie rezygnują z dalszego prowadzenia spraw już po pierwszej instancji. Świadczy to o świadomości ryzyka przegranej, szczególnie w świetle ugruntowanej już linii orzeczniczej. Dlatego też intensyfikacja działań poza procesem może być próbą wyprzedzenia fali nowych pozwów, której banki starają się obecnie przeciwdziałać z całą determinacją.