Roszczenia kierowane przez klientów do banków nie ograniczają się już wyłącznie do unieważniania umów. Coraz częściej obejmują także ustawowe odsetki za opóźnienie, a w niektórych przypadkach – przy odpowiednim rozstrzygnięciu sądu – mogą prowadzić do sytuacji, w której kredytobiorca zachowuje nieruchomość bez obowiązku zwrotu kapitału. W odpowiedzi na te niekorzystne dla siebie tendencje, niektóre banki zaczęły rezygnować z apelacji, ograniczając tym samym koszty związane z długotrwałym postępowaniem sądowym.

Szacowane obciążenia sektora bankowego związane z tzw. „rozliczeniem frankowym” sięgają już ponad 100 miliardów złotych, jednak prognozy te mogą okazać się zaniżone w związku z rosnącą liczbą wyroków zasądzających i nowymi interpretacjami prawa, w tym dotyczącymi przedawnienia roszczeń banków o zwrot kapitału.

W aktualnym modelu rozliczeniowym, sądy najczęściej przyjmują tzw. teorię dwóch kondykcji, która zakłada wzajemny zwrot świadczeń przez obie strony – klient odzyskuje to, co wpłacił bankowi, zaś instytucja finansowa może dochodzić zwrotu wypłaconego kapitału w osobnym postępowaniu. Jednak w praktyce zdarzają się sytuacje, w których roszczenie banku zostaje oddalone jako przedawnione. Dzieje się tak, gdy instytucja nie zgłosiła swoich żądań wystarczająco wcześnie po zainicjowaniu przez klienta sporu sądowego.

Zmianę podejścia sektora bankowego przyspieszyły dwa orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z grudnia 2023 roku. W jednym z nich sąd unijny uznał, że brak sformalizowanego oświadczenia konsumenta o znajomości skutków nieważności umowy nie stanowi przeszkody do uznania jej za bezskuteczną. Drugie orzeczenie ograniczyło możliwość wykorzystywania przez banki tzw. zarzutu zatrzymania jako narzędzia wpływania na sytuację prawną konsumenta.

Odsetki ustawowe, które są zasądzane w sprawach frankowych, wynoszą obecnie ponad 11% w skali roku. W połączeniu z wysokim prawdopodobieństwem przegranej w sądzie, czynnik ten sprawia, że składanie apelacji staje się dla wielu banków nieopłacalne. Koszty związane z opłatami sądowymi i obsługą prawną dodatkowo potęgują tę tendencję. W rezultacie coraz więcej instytucji decyduje się na bezpośrednie rozliczenia z klientami lub na składanie ofert ugodowych – często tuż przed wydaniem wyroku.

Choć postępowania wciąż bywają czasochłonne, kredytobiorcy mogą już na wczesnym etapie procesu uzyskać istotną ulgę – w szczególności poprzez złożenie wniosku o zabezpieczenie roszczenia, co pozwala na czasowe zawieszenie obowiązku spłaty rat. Dzięki temu wielu kredytobiorców przestaje odczuwać ciężar zobowiązania jeszcze przed zakończeniem procesu.

Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało reformy, które mają usprawnić rozpoznawanie spraw frankowych. Planowane działania obejmują m.in. digitalizację akt, zwiększenie liczby sędziów i asystentów, a także wykorzystanie narzędzi cyfrowych wspierających pracę sądów.

Obecna linia orzecznicza, korzystna dla konsumentów, w połączeniu z wysokim poziomem stóp procentowych, tworzy wyjątkowo sprzyjające warunki do dochodzenia roszczeń. Wobec takiego otoczenia prawnego i ekonomicznego wielu ekspertów podkreśla, że warto rozważyć skierowanie sprawy na drogę sądową jeszcze w 2024 roku – zanim możliwe zmiany stóp procentowych zaczną wpływać na wysokość należnych odsetek.