Tymczasem obecnie obserwuje się wyraźną zmianę podejścia instytucji finansowych – niektóre z nich coraz częściej odstępują od składania apelacji, co prowadzi do szybszego uprawomocniania się korzystnych dla frankowiczów wyroków.
Zmiana taktyki nie wynika jednak z nagłego uznania zasadności roszczeń kredytobiorców, lecz ze względów czysto ekonomicznych. Przedłużanie postępowań to dla banków znaczne obciążenie finansowe – muszą bowiem ponosić nie tylko koszty procesowe, ale także wypłacać ustawowe odsetki za opóźnienie, które obecnie wynoszą ponad11proc. rocznie. W przypadku wieloletnich procesów są to kwoty sięgające nawet setek tysięcy złotych.
Banki, próbując ograniczyć te koszty, coraz częściej decydują się na zakończenie sporu już po wyroku sądu I instancji. W praktyce oznacza to, że prawomocność orzeczenia następuje znacznie szybciej, a kredytobiorca szybciej otrzymuje należne środki. Dla banku jest to z kolei sposób na ograniczenie dalszych strat – zarówno bezpośrednich (odsetki, koszty zastępstwa), jak i wizerunkowych.
Warto jednak zaznaczyć, że równolegle z rezygnacją z apelacji, banki częściej proponują swoim przegranym przeciwnikom ugody. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to atrakcyjne rozwiązanie, zwłaszcza jeśli obejmuje ono umorzenie pozostałego zadłużenia. W praktyce jednak takie propozycje są często niepełne i nie uwzględniają odsetek ustawowych, ani zwrotu kosztów procesu – czyli tych elementów, które stanowią istotną część korzyści z wygranej sądowej.
Kredytobiorca, który zaakceptuje taką ugodę, nierzadko rezygnuje z potencjalnie bardzo wysokich świadczeń, które przysługują mu na mocy prawomocnego wyroku. Dodatkowo, ugody te mogą mieć nieoczywiste konsekwencje podatkowe – zwolnienie z podatku obowiązuje bowiem jedynie w sytuacji, gdy kredyt został przeznaczony na cele ściśle prywatne. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do przeznaczenia środków lub zakresu działalności gospodarczej, organy podatkowe mogą kwestionować zwolnienie z opodatkowania.
Zmiana linii obrony ze strony banków nie oznacza więc, że procesy frankowe przestały być skomplikowane czy ryzykowne. Wręcz przeciwnie – nowa taktyka wymaga od kredytobiorców jeszcze większej czujności i rozwagi przy podejmowaniu decyzji. Propozycje ugodowe, choć kuszące, powinny być analizowane z pomocą doświadczonego prawnika, który oceni ich opłacalność i bezpieczeństwo.
Przykłady niedawnych wyroków pokazują, że czasem warto poczekać na prawomocne orzeczenie – sprawy, które niegdyś toczyły się latami, obecnie mogą kończyć się w ciągu kilku miesięcy. Co istotne, to właśnie świadoma rezygnacja banków z apelacji sprawia, że kredytobiorcy szybciej osiągają cel, a jednocześnie zachowują wszystkie korzyści płynące z wygranej.
Obserwowana zmiana w postępowaniu instytucji finansowych jest zatem sygnałem, że ich pozycja w sporach z frankowiczami ulega osłabieniu. Konsumenci, którzy wcześniej wahali się przed skierowaniem sprawy do sądu, mają dziś większe szanse na szybkie i pełne rozliczenie z bankiem – pod warunkiem, że ich sprawa prowadzona jest z należytą starannością.